piątek, 19 lutego 2016

Krytyk mody i pchanie powietrza część 2

Helołeczki! :)

   Jadę z dalszą częścią zadań z GED! Były naprawdę megaszalone, wybitnie szalone i kosmicznie szalone XD Spójrzcie tylko na ten piękny opis ^^
   Jeszcze przed zadankami pojechałam do stajni Nowej Grani ogarnąć konia i zrobić zadania. Kiedy wzięłam belę siana... nigdy nie zgadniecie, co odkryłam... O_O
Czy ten support myślał, że gracze nie robią zadań w NG?! :V Foch forever za takie zue myślenie!
   A następnie... udałam się znowu do miasta. Sunshine po gigantycznej porcji śpiewu powiedziała mi w końcu, jak dotrzeć do pani X. Podobno owa kobieta była w obserwatorium 12 (na serio to 2, nie wiem, skąd ta nazwa), tym ładniejszym :*, ale bez kawiarni, sklepu, wyścigu i kolejki linowej, serio powinni to dodać. No i jechałam sobie... nagle Ewa wdepnęła w jakąś pomarańczową kropę i zobaczyłam... chodzące drzewko... o.O Wyszła spod niego tajemnicza postać ubrana na czarno.

To ona już jest bardziej czarna od mrocznych...
   Myślałam, że to Mroczny Jeździec i już wyciągałam broń, ale zorientowałam się, że to ta osobistość z rynku w NG, czyli Silencia Tranquilla (imię tak bardzo kojarzące się z ciszą). Niezależnie od wszystkiego mogła mnie tak nie denerwować >.< Miałam podejrzenia, że to pani X, ale ona podobno znajdowała się w obserwatorium, to czemu miałaby ze mną spotkać się po drodze? Dziwnie dziwne O_O Miałam już sobie jechać, ale ta zua kobieta zaczęła jeść moje buty!
   Skoro tak, musiałam nad nią przeskoczyć i wepchnąć w drzewo. Zasłużyła sobie na to, a buty były już kompletnie do wyrzucenia, tak więc wzięłam jej pieniądze na nowe i kupiłam sobie takie stylowe, też czarne botki 8) Po wizycie w NG naturalnie ZNOWU musiałam się wlec do obserwatorium.

Tak tu pięknie ^^
   Spotkałam tam Jupika, który dał mi klucz, tak że otworzyłam drzwi i weszłam do środka szukać pani X. Najpierw troszkę się rozejrzałam po wnętrzu, ogólnie było bardzo interesujące (jeśli wiecie o czym mówię :P)
Jak tu romantycznie... <3
   Weszłam na górę po drabinie i znalazłam mostek z jakimś kołem na słupie (?), przed którym stała pani X. Wyglądała... no troszku dziwnie... u druidów zasłaniają twarz jakąś dziwną maską i zakładają DZIWNE SZATY :# z kapturem tylko faceci. Więc ona mi się kojarzyła z Mrocznym Jeźdźcem czy coś...
Zua kobieto, jak śmiałaś nie pokazać mi swojej twarzy! :>
   Zeszłyśmy na dół, pani X zaczęła gadkę o tym całym CHILL (przypomina mi to Hillcrest, z którym coś tam GED zrobiło), spytała mnie, czy chcę dołączyć, no to się zgodziłam, a co się będę :P Ale ta moja grupa jest okropna... Jupik nie umie się wcale ubrać, tylko łazi w jakichś ciuchach rodem ze średniowiecza (oto skutki tego, że niektóre osoby nie starają się dowiedzieć, jaka panuje moda, tylko starają się trzymać starych wzorów ), Silkę łatwo można pomylić z Mrocznym, a w dodatku dziwnie się skrada, ciągle wykonuje niepotrzebne śledztwa, mało mówi, a jak już, to "Ćśśśś, mogą nas słyszeć" (niby jak? o.O) no i je buty, a pani X to jest bardziej tajemnicza niż wszyscy druidzi razem wzięci, bo przy nich różne pytania się tak nie nasuwają... Skoro ona nawet najlepszym przyjaciołom nie chce mówić o swojej przyszłości, to może jest mordercą? :V Sami widzicie, jakie kiepskie towarzystwo :C Ale Syntax to fajny chłop, zna się na kompach, łamie szyfry, ale ja i tak przebiłabym w szpiegowaniu jego i ich wszystkich, a czemu? Bo nie zajmuję się niepotrzebnymi rzeczami! I spójrzcie, cóż to opowiada Syntaxeł (nazywam go tak, żeby nie zeszło do "synka") :
Po pierwsze: tą piosenkę trzeba kochać. Po drugie: to nie pani Drake, tylko Sunshine to śpiewa :V
   Pani X powiedziała mi, że ma jakieś plany biura GED i te sprawy, oczywiście bardzo dokładnie zaszyfrowane. Syntaxełowi by to zajęło tak ze 3 miesiące, więc wyobraźcie sobie, że... ale wyobrażacie sobie? Musiałam. Jechać. Do. Jodłowego. Gaju! >.< Nie no, czemu szpiedzy, którzy tam mieszkają, musieli to rozszyfrować osobiście, a ja tam jechać, przecież bym sama umiała! Ale ta gra nie zostawia aż tak dużego pola do popisu :C 
   Pojechałam do JG, radośnie najechałam Gunthera i pomachałam mu przed oczami szyfrem. Za bardzo do rozszyfrowywania się nie kwapił, więc zadałam tą robotę Gretchen. Wszystko mi elegancko rozszyfrowała, ale musiałam 4 razy lecieć do lodówki (tak w ogóle owa lodówa znajdowała się za domem, coś tu nie tak O_O) po Jor-Colę. Że 4 puszki? Jak ona to wypiła? o.O W dodatku zostałam bezczelnie uwięziona w lodówce :V
Tak, to ta osobistość za mną mnie zamknęła... Co za kobieta...
   Wróciłam z szyfrem do obserwatorium, gdzie go oddałam i... nastąpił koniec zadań. Mogłyby być dłuższe, ale może szybko dodadzą nowe :3

   Łapcie jeszcze kilka fotek z szukania walętynek:
List taki smaczny... :* A siano jeszcze bardziej <3

Nie ma to jak wysyłać walentynki do samej siebie...
Za nazywanie siebie wspaniałą istotą grozi kara zjedzenia ramienia przez Ewę.
   Jutro pojawi się post z czymś bardzo fajnym, trochę innym niż zadania, po prostu mega. Bye!
Liseł

czwartek, 18 lutego 2016

Krytyk mody i pchanie powietrza... część 1

Siemolki rolki! :)

   Jak na pewno wiecie, chociaż możliwe, iż nie, we wczorajszej aktualce pojawiły się ciekawe zadania z głównej fabuły (część GED-owa), które były naprawdę ultrafajne. Oczywiście ze szpiegowaniem, czyli tym, co kocham <3 Zapraszam więc na opis zadanek! 
   Zaczęło się od... niebieskiej przyczepy, do której wsiadłam. Owa przyczepka zawiozła mnie na farmę dwóch odludków, którzy przez jakiś czas przebywali TYLKO W JEJ OKOLICACH. Nie wiem, skąd oni wszystko brali, może ich kury znosiły jedzenie i takie sprawy, a krowy oprócz mleka (w kartonach) dawały też powiedzmy forsę, mydło, pastę do zębów i w ogóle? o.O W każdym razie za modą to oni nie nadążają (niektórzy tak, niektórzy nie, nawet w jednym mieście). Minęłam dziwnego dziadka, Tatianę i spotkałam Jupitera. Strój miał jak ze średniowiecza :V O paczajcie:
A tłoku nie ma...
    Jupik (ach, jakie ja wymyślam ksywy B) ) opracował naprawdę interesujący opis perfekcyjnego włamania na plac GED i malutkiego szpiegowania. Najpierw zakradliśmy się pod ogrodzenie, w którym wycięłam taką fajną dziurę. Nożyce do cięcia drutu miały opis "Kawałki w czasie" o.O Jakie to tajemnicze...
Jeszcze taka mała mgła...
    I tak oto powstała niezwykle piękna, interesująca, tajemnicza DZIÓRA XD Jupik wszedł na plac przez niezwykle piękną, interesującą, tajemniczą DZIÓREM, a ja za nim poszłam. Musiałam się dostać na szczyt jakiejś tam konstrukcji budowlanej i rozejrzeć się z góry za pewnym więzieniem, w którym prawdopodobnie znajdował się Herman. Co do mnie, ja obstawiałam pinkny szary domek bez mebli, ale nigdy nie wiadomo, ile może być takich domków i jak do owego domku dotrzeć. Ruszyłam się więc po konstrukcji "unikając robotników". Za bardzo to nie trzeba było, oni sobie łazili gdzieś na dole...

   Na pierwszym dachu zaczęliśmy się bardzo uważnie rozglądać, aż Jupik wywnioskował, którędy to my mamy iść. Szłam, szłam, szłam, ale ciągle przenikałam przez podłogi i lądowałam na dole, gdzie klinowałam się albo mnie łapali >.< Na szczęście znalazła się pewna osoba, która pomogła mi jakoś dotrzeć na dół i nie skoczyć z dachu. Ta osoba nazywa się Kerstin Kittenlee. Szłam sobie z nią... szłam, szłam... A na drugim dachu, kiedy na nią czekałam, coś odkryłam. Pracownicy GED bawią się latawcami... XDD
Po co im to radyjko?

      Odkryłam też lokalizację Hermana. Zamknęli go w jakiejś... klatce (?), nie wiem, jak on tam spał, ale mniejsza o to... 
Mój mały tygrysek w klatce :P
   Czekając na Kerstin, strzelałam sobie focie. Myślałam nad taką, jak skaczę z dachu, machając rękami albo pochylając głowę, ale bałam się, że nie będzie niebezpiecznego upadku, a nie bardzo mi się chciało znowu wspinać, rozumiecie. Tak więc skończyło się tylko na dwóch zdjęciach krajobrazów. Paczcie... :D
NAPRAWDĘ interesujące widoczki :3
Niewyraźnie majaczące w gęstej niczym coś bardzo gęstego mgle wierzchołki rozłożystych starych sosen wyglądają jak rozbabrane księżyce, migocząc w ciemności i zmuszając do refleksji, na czym polega ich dziwnie dziwny wygląd... czyli pozeja w wersji Monieła the Szpiega. Proszę o brawa.

    Kerstin przyszła, po czym udałyśmy się w dalszą drogę. Ciągle przenikałam przez podłogę, spadałam i mnie łapali :V, a że łapali mnie zawsze ci, których ominęłam i spadłam jeszcze dalej, to... trzymali ręce w powietrzu tak po nic i to wyglądało, jakby je pchali XDD Niestety nie mam zdjęcia :C, ale trudno. Wracając do przygód, kiedy już znalazłam Hermana, Jupik postanowił odciągnąć około pięciu strażników, którzy stali przy klatce. Nie wiem, jak udało mu się ich zmylić, skoro on tak nie myśli, że nawet się nie umie ubrać porządnie ( normalni ludzie chodzą w fajnej kurtce, bluzie lub bluzce, dżinsiorach i powiedzmy trampkach, a ty to byś mógł wylądować w książce od historii, w której są tematy o średniowieczu), ale jakoś się ewakuował, a ja poszłam otwierać klatkę.
Nawet zamknęli zad jakiegoś Shire... :P
    Kilka razy w czasie próbowałam przeciąć pręty, aż nożyce stały się kawałkami. Kiedy już prawie szło, Hermana... zabrał dźwig! >.< Jak oni mogli! Co za chamy! :V Przecież musiałam go uwolnić, w sensie z innego powodu, ale kiedyś dowiecie się, o co mi chodzi... Nagle otoczyli mnie strażnicy, ale oczywiście Ewa przeskoczyła przez ogrodzenie (jak to niby zrobiła beze mnie? o.O) i przybiegła do mnie, a ja na nią wsiadłam i zwiałyśmy z placu.
Moja klaczka zawsze wie, kiedy przyjść.
   Jupik bezpiecznie dotarł na to swoje wzgórze, ale... przyjechaliśmy bez Hermana... Niestety. Ciężkie życie :C W każdym razie nawet ten niesamowicie gigantyczny zgrzyt w moim wspaniałym planie (Jupik nie wiedział, że mam własny, a słuchałam jego planełka) nie przeszkodził mi w zrobieniu wspaniałego selfka z Kerstin. Luknąć:
Ewa! Ten Shire nie jest taki brzydki, że nie można na niego patrzeć! :P

    Następnie udałam się w kierunku Nowej Grani, gdzie spotkałam się z Sunshine, która na dzień dobry zawaliła mnie gigantyczną porcją piosenek (tym razem prowadzący był "Kamień z napisem love") . Poinformowała mnie też, że następnego dnia mogę się spotkać z tą tajemniczą panią X. Rozważałam spanie w hotelu, ale szkoda mi było kasy, więc dałam Kerstin 10 000 SC za pomoc, pożegnałam się z nią i wyszłam z gry.
   Gdybym opisała jeszcze dzisiejsze questy, post byłby trochę długi, bo z następnego dnia przewiduję nieco bardziej "rozciągniętego" pościka, więc druga część ukaże się w kolejnym. 
Papatełki!
Szalona Ruda (tak bardzo pasuje do questa z Sunshine)

wtorek, 16 lutego 2016

Konkurs u Char i zadania z GED!

Witojcie!

   Ja tylko na chwilę, muszę wam powiedzieć dwie nowości. Pierwsza:  jutro dodają nowe questy u GED! Jestem meeega ciekawa, ale nie chcę CZEGOŚ robić, gdyż... Zresztą powiem wam wszystko za jakiś czas, to póki co tajemnica. (Zajawki nie dodam, bo mi się nie wyszukuje na Bloggerze, jest tylko Lisa i jeszcze coś tam.)
   Char (Charlotte Birchbear) ma konkurs na blogu. Trzeba zrobić śmieszne zdjęcie bez żadnych przeróbek i jej wysłać, a to adres bloga: http://starstableonline-charlotte.blogspot.com Ja raczej nie wezmę udziału, bo mam LT, a nie znam kogoś, kto go nie ma (żeby dla tego kogoś wygrać), chyba, że się dowiem XD Ale możliwe, że nie, w każdym razie bym chciała.
Papa!
Odkrywca

Meine głupawki

Siemuszki poduszki! :)

Nawet nie wiem, skąd taki pomysł... Przyjmijmy po prostu, że lubię poduszki 8)

   Dzisiaj nikogo z klubu nie było w SSO, więc wielce smutałam. Jednak kiedy troszkę posmutałam, postanowiłam wziąć się w garść, zrobić zadania codzienne i zdjęcia głupawek. Było tego całkiem dużo, bo jak już zacznę robić meine głupawy, nie mogę skończyć. Polecam wam takie coś, naprawdę poprawia humor i da się urządzić tą sesję samemu. A więc zapraszam do oglądania zdjęciorków! :D
   W ujeżdżalni przetestowałam w końcu trybuny. I cóż, tu się support SSO nie postarał, bo za wiele z nich nie widać. Bo kto by się tak patrzył z głową w drewnie i bardzo doskwierającą resztą ciała mieszczącą się pod siedziskiem? Nikt. A więc nowa funkcja nie pomogła nikomu, a za to dostarczyła bólu szyi i trudności z wydostaniem się :C 
Biedny Monieł, wsadzili go w trybunę...
    Okazało się... że w ścianie ujeżdżalni jest ukryte przejście do drugiej sali. Przenika się bardzo łatwo, nie trzeba mieć dużych lagów ani nawet lekko zastosować Master Volume czy tam Jakość Grafiki. To tajemnicze przejście wygląda tak:
I macie dowód na to, że tablice wyścigów posiadają właściwości teleportujące :3
    Potem odkryłam powód, dla którego zapadłam się w trybunę. Ona jest tylko atrapą :V Tak naprawdę to po prostu fatamorgana/pomalowane powietrze (nie wiem, jak się je maluje, ale w porządku), po dokładnym obejrzeniu można stwierdzić, że kwiatki i poduszki lewitują O_O O patrzcie:
Kto oprócz mnie jeszcze wchodzi za trybunę, a potem opracowuje teorię magicznej niewidzialnej ściany, która uniemożliwia przejście do sali B? :P
   Robiłam też inne medżiki. Kto z was wiedział na przykład, że w Forcie Pinta znajduje się pomnik? No chyba wszyscy wiecie 8) Kolejne pytanie: czyj to pomnik? Jakiegoś kapitana, który niby ma obronić Jorvik z jedną kulą armatnią i bosakiem, jak to kiedyś mądrze opowiedział nam Nic Stoneground. Zasadniczo ani pomniki, ani umarli nie walczą, a to nie jest bardzo przydatna broń w walce z Dark Core, ale nieważne. Może on ma inne zdanie. Wracając do kapitana, nazywał się chyba Garethan czy jakoś tak... (ta moja pamięć o.O) Ale to wcale nie jest jego pomnik. Ten posąg to tylko taka mała ozdoba, bo główną częścią jestem JA. I moja morganka Ewa.
Taka pinkna poza <3
   Po krótkim staniu na tajemniczym zielonym dywaniku z marmuru (ach, te moje poglądy na świat i materiały budowlane), ihahaniu i zwracaniu uwagi odwiedzających, którzy ani nie składali mi wiązanek zrobionych z forsy, ani nie podziwiali mnie, tylko toczyli bezsensowną dyskusję, stwierdziłam, że może zainteresują się czymś bardziej dynamicznym. Zeszłam więc z Ewy i skoczyłam na klomb. Nikt nawet nie spojrzał >.< Zaczęłam jęczeć. Też nic. Udawałam, że jestem kwiatkiem. Nic. Śpiewałam piosenki o śniegu. I nico. Wreszcie przyszło mi do głowy, że może chcieliby wziąć udział w filmie. Wzięłam więc mikrofon i ogłosiłam: "Drogie panie i konie, właśnie rozpoczął się nabór aktorów do filmu "Królowa Koń", czyli parodii "Króla Lwa"! Fabuła z pewnością was zaciekawi, a świetnie dobrane role przekonają do zgłoszenia się na casting. Zapraszam!" 
Ale.
Oni.
Wcale.
Nie.
Zareagowali!!! >.<
   No i jak tu robić filmy z takimi ludźmi? :V Postanowiłam więc, że nakręcę scenę, w której występujemy tylko ja i Ewa. Aktorów by się wzięło z klubu. Za jakiś czas "Królowa Koń" ukaże się w kinach, a teraz wstawię wam małą zajawkę. Proszę spojrzeć na to.
No więc tak mniej więcej będzie to wyglądać... Znaczy na początku filmu, potem zmieni się sceneria.
    Dalsze głupawki odbyły się w Urodzajnych Hrabstwach. Wiadomo, że w Eponie są mega-wielce-gigantycznie-kosmicznie-niesamowicie-fantastycznie-niewyobrażalnie-superowo fajne, ale w północnej części i praktycznie wszędzie też znajdą się niezłe akcje. Tylko szkoda, że tak samej, w więcej osób lepiej :C
A nikt nie przyszedł pchać tej taczki, na której chciałyśmy się przejechać. Foch forever. No jak można się tak zachowywać wobec Monieła the Szpiega?!
   Nie wiem, czy już to zauważyliście, ale ta końska głowa, która kiedyś wisiała na wychodku Golspurów, została sprzątnięta. A dlaczego? A dlatego, że mądry Doniczeg zaraz ją do siebie przypiął, żeby nie straszyć ludzi. Widzicie, jaki to z niego inteligentny konieł? 8) W każdym razie takie budynki, przez które można przenikać, to fajna sprawa, nawet bez takich dekoracji. Można chować się w nich przed natrętnymi czuowiekami... robić inspekcję wyposażenia... albo wpatrywać się w wodę!
Woda taka bjutiful. Nawet się błyszczy, plus za realność. No co będzie następne, może końska sierść po wyczyszczeniu? Ale ja bym w tym raczej nie myła rąk, bo po prostu kupa niebieskiego barwnika... :V
   Muszę przyznać, że na wyspie Padok dziejo się dziwnie dziwne rzeczy o.O Na przykład tajemniczo dzwonią dzwonki, znikają belki od przeszkód, a na ziemi są namalowane słoneczniki... Ściśle to na rabatce ze słonecznikami. Po co to jest? Czyżby Dorith tak tęskniła za kwiatami, że zanim wyrosły, malowała ja na ziemi? A może ktoś chciał tam zasadzić coś innego, a babka spławiła go, rysując właśnie te roślinki, żeby dać mu do zrozumienia, że to one tam będą? W każdym razie to ciekawa sprawa...
Takie to słit...
   A zadania codzienne u wujka Boba też powalają. Wożę te dynie i bańki z mlekiem, ale teraz już przestałam. A czemu? No temu, że Johanna i cała ekipa ze Stajni Jorvik są zuymi czuowiekami (wyjaśnię to wam kiedyś), a Catherine i tak już niedługo wpakuję GDZIEŚ, więc skoro za jakiś czas zniknie ze swojej kawiarni, nie potrzebuje teraz mleka. W każdym razie zawsze można ćwiczyć ciekawe pozy z lewitującą bańką...

   Na koniec głupawki zrobiłam mój mega ciekawy numer, który się świetnie odstawia z prowadzeniem konia (Angus przeszedł go około tysiąca razy i to w tej najgorszej wersji, może to dlatego potem stał się taki krnąbrny i nie chciał ładnie zaliczać wyścigów), o czym niestety zapomniałam, gdyż ja często zapominam o tym, że mogę łapać za wodze. Ten numer to... werble i wiwaty.... SPYCHANIE KONIA DO WODY! Przy grubych koniach ów manewr nie bardzo wychodzi :V, ale że Ewa to szczupła klaczka, jakoś weszła. Niestety nie odstawiała takich cyrków jak Angus z trzech powodów: a) zejście do wody nie było odpowiednio płaskie, b) nie miałam jakiejś dobrej skoczni, c) zapomniałam o prowadzeniu. Ale w każdym razie Królowa Koń weszła.

   Ja też się umyłam... Było przy głupawkach bardzo fajnie, polecam je robić, jak komuś się nudzi. Zdjęcia przedstawiającego coś śmiesznego nie będzie, bo wstawiłam już dużo z głupawek.
Adieu!
Czekolada